Posty

Rozdział 6. Niedziela pachniała kawą

Następnego ranka obudziłam się z wrażeniem, że muzyka wciąż gra mi w głowie. Nie ta konkretna piosenka, bo nie znałam nawet jej tytułu. Raczej echo całego wieczoru: głosy ludzi, bas, który czułam pod stopami, światła przesuwające się po suficie. Leżałam chwilę bez ruchu i próbowałam sobie przypomnieć, kiedy wróciłyśmy do hotelu. Chyba po północy. Gosia opowiadała jeszcze wtedy o zdjęciach, a Zoha dwa razy kazała jej mówić ciszej, po czym sama zaczęła opowiadać, jak Gustav grał na perkusji. - Nie mówiłam, że grał dobrze - poprawiała się za każdym razem. - Nikt cię o to nie pytał - odpowiedziała Gosia. - To dobrze. Teraz w pokoju panowała cisza, przerywana tylko szumem samochodów za oknem. Zoha spała na boku z ręką pod poduszką. Małgosia już nie. Jej łóżko było puste, a drzwi do łazienki lekko uchylone. Z wnętrza dochodziło nucenie, które urwało się, gdy zapukałam. - Gosia, wszystko okej? - Tak. Szukam aparatu. - Masz go na stoliku. - zapadła cisza. - Aha. To szukam czegoś innego. Usiadł...

Rozdział 5. Ze wszystkich świateł

Kartki w końcu trafiły na właściwy stolik. Sprawdziłam listę jeszcze raz, chociaż przed chwilą sprawdzałam ją już dwa razy. Nazwiska się zgadzały, kolejność występów też. Wszystko było na miejscu. Prawie wszystko. - Luna, możesz na chwilę? - Pani Aneta wychyliła się zza kulis. - Karolina pyta, czy da się przesunąć jej miejsce bliżej sceny. Zaczyna się występ zespołu. Spojrzałam na salę. Ludzie zajmowali już niemal wszystkie krzesła, a przy bocznej ścianie kilku spóźnionych próbowało znaleźć sobie miejsce. Karolina siedziała przy pierwszym rzędzie, obok pustego krzesła, które ktoś przestawił tak, że częściowo blokowało przejście. - Jasne. Zaraz sprawdzę. Podeszłam do niej, tym razem nie z gotowym planem, tylko z pytaniem. - Chcesz zostać tutaj, czy wolisz bliżej sceny? - Bliżej, jeśli jest taka możliwość. Ale nie chcę, żebyś robiła z tego operację wojskową. - Nie miałam takiego zamiaru. - Luna. - Dobra. Może trochę miałam. Uśmiechnęła się. - Tam, przy boku sceny, byłoby dobrze. Byle nie...

Rozdział 4. Nie patrz tak na niego

Obudziłam się, zanim zadzwonił budzik. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie jestem. Pokój był jeszcze szary od porannego światła, za oknem szumiały samochody, a gdzieś w łazience kapała woda. Potem usłyszałam ciche chrapnięcie Zohy i przypomniałam sobie: Warszawa, hotel, koncert, Tokio Hotel. I Tom. Przewróciłam się na drugi bok, jakbym mogła w ten sposób wyrzucić go sobie z głowy. Nie miałam pojęcia, po co w ogóle o nim myślałam. Zamieniłam z nim może dziesięć zdań. Większość dotyczyła skrzyni, która stała na drodze do rampy. To nie była rozmowa, którą powinno się rozpamiętywać. - Luna - mruknęła Zoha spod kołdry. - Przestań się wiercić. - Nie wiercę się. - Materac się trzęsie. - Może hotel jest przy ruchliwej ulicy. - Jasne. A ja mam przez sen czkawkę. Gosia siedziała już na łóżku, całkiem ubrana. Włosy miała związane, aparat leżał obok niej, a na kolanach trzymała zeszyt z listą. - Jest szósta czterdzieści. Śniadanie jest do dziewiątej - oznajmiła. Zoha naciągnęła kołdrę na głowę, nie...

Rozdział 3. Nie wszystkie spotkania zaczynają się dobrze

Przez następne tygodnie Warszawa nie dawała mi o sobie zapomnieć. Myśl o niej leżała gdzieś między zeszytem od historii a kubkiem z niedopitą herbatą, między sprawdzianem z polskiego a kolejnymi listami, które pani Aneta prosiła nas przygotować. Pojawiała się w rozmowach przy kolacji, w pytaniach Małgosi o hotelowe śniadanie i w uwagach Zohy, że jeśli jeszcze raz usłyszy, jak liczę uczestników, sama dopisze mnie do listy jako osobną grupę.  Próbowałam nie myśleć o tym za dużo. To znaczy, próbowałam nie myśleć o Tokio Hotel. O samym wyjeździe myślałam bez przerwy. Pani Aneta wysłała nam kilka wiadomości z informacjami. Program wydarzenia zmieniał się dwa razy, potem jeszcze raz, bo jedna z grup musiała przesunąć występ. Nasza rola też nie była do końca jasna. Raz miałyśmy pomagać przy przygotowaniu sali, innym razem przy warsztatach. Ostatecznie ustalono, że w sobotę wystąpi nasza grupa teatralna, a w niedzielę będziemy pomagać przy warsztatach i zbiórce.  Zgody mamy dotarły do...

Rozdział 2. Nie wszystko da się rozpisać

Kiedy wysiadłyśmy na naszym przystanku, deszcz zdążył zmienić się w coś pomiędzy mżawką a upartym kapaniem. Nie padało na tyle mocno, żeby otworzyć parasol, ale wystarczająco, żeby po kilku minutach mieć mokre włosy i poczucie, że pogoda robi to specjalnie. Małgosia wyskoczyła z autobusu pierwsza. - Jak myślicie, w hotelu będzie telewizor? - Nie jedziemy tam oglądać telewizji - przypomniałam. - A jak będzie, to co? Mam go nie włączać? - Możesz. Tylko nie pakuj go do walizki. - Bardzo śmieszne. Zoha ruszyła przed siebie, omijając kałużę, która zajmowała niemal cały chodnik. - Ja bym się bardziej martwiła, czy w tym hotelu będzie coś do jedzenia. - Będzie śniadanie - powiedziałam. - Pani Aneta mówiła, że noclegi są zorganizowane. - Śniadanie to nie jest odpowiedź na pytanie, czy będzie coś dobrego. - Nie wiem. Może bułki. - Jeśli będą suche, oficjalnie odmawiam udziału w wydarzeniu. - Zapiszę w dokumentach: Zoha nie jedzie, bo bułki były suche. - Wpisz też, że próbowałaś mnie przekupić. ...

Rozdział 1. Jeszcze niczego nie obiecałam

Białystok, luty 2010 Drzwi do sali znowu się zacinały. Pchnęłam je biodrem, przytrzymując pod brodą karton z kubkami. Torba zsunęła mi się z ramienia i zawisła na łokciu. Jeszcze chwila i wszystko wylądowałoby na podłodze. Ze środka dobiegł pisk mikrofonu. - Raz, dwa. Luna, spóźniłaś się. Małgosia stała przy głośniku, wyprostowana i wyraźnie zadowolona z tego, że słyszą ją również ludzie na korytarzu. Kabel wił się wokół jej butów. Na parapecie Bartek rozplątywał pozostałe przewody, co chwilę spoglądając w jej stronę. - Trzy minuty - odpowiedziałam. - Siedem - poprawiła Zoha. Siedziała przy stole w rozpiętej bluzie, z jedną nogą podwiniętą pod siebie. Przed nią leżały nożyczki, rolka taśmy i kilka nierówno przyciętych kartek. Nawet nie spojrzała na zegarek. Pewnie sprawdziła godzinę, kiedy tylko usłyszała moje kroki. - Ale Gosia zaczęła bez ciebie kontrolę obecności, więc spokojnie, sytuacja opanowana. Chciałam odpowiedzieć coś równie błyskotliwego, ale karton przechylił się niebezpiec...