Rozdział 6. Niedziela pachniała kawą
Następnego ranka obudziłam się z wrażeniem, że muzyka wciąż gra mi w głowie. Nie ta konkretna piosenka, bo nie znałam nawet jej tytułu. Raczej echo całego wieczoru: głosy ludzi, bas, który czułam pod stopami, światła przesuwające się po suficie. Leżałam chwilę bez ruchu i próbowałam sobie przypomnieć, kiedy wróciłyśmy do hotelu. Chyba po północy. Gosia opowiadała jeszcze wtedy o zdjęciach, a Zoha dwa razy kazała jej mówić ciszej, po czym sama zaczęła opowiadać, jak Gustav grał na perkusji. - Nie mówiłam, że grał dobrze - poprawiała się za każdym razem. - Nikt cię o to nie pytał - odpowiedziała Gosia. - To dobrze. Teraz w pokoju panowała cisza, przerywana tylko szumem samochodów za oknem. Zoha spała na boku z ręką pod poduszką. Małgosia już nie. Jej łóżko było puste, a drzwi do łazienki lekko uchylone. Z wnętrza dochodziło nucenie, które urwało się, gdy zapukałam. - Gosia, wszystko okej? - Tak. Szukam aparatu. - Masz go na stoliku. - zapadła cisza. - Aha. To szukam czegoś innego. Usiadł...